Wiesz już? Że konkretne i proste słowa są dobre. I tu niespodzianka? Nie zawsze.
Trzy przykłady, kiedy to kompletnie nie działa.
Przykład pierwszy
Kiedyś pracowałam w instytucji, w której każde działanie marketingowe musiał zaakceptować zarząd. Szefowa w marketingu miała taki sprytny sposób, żeby jej wnioski zawsze przechodziły.
Raz mi go w sekrecie zdradziła. Oto on. Wrzucaj do wniosku wszystkie trudne angielskie słowa i zobacz, że przejdzie. No i ja wzięłam marketingową gazetę, to było dawno temu, podkreśliłam w niej wszystkie trudne angielskie słowa usability, webwriting i wpisałam do wniosku. I zgadnij co? Przeszedł. Żaden z panów z zarządu nie chciał się przyznać, że nie wie, co czyta.
Przykład drugi
Drugi sposób. Jeśli otrzymujesz przetarg od firmy albo instytucji, która posługuje się określonym słownikiem, to warto to słownictwo włożyć również do Twojej oferty, nawet jeśli ono jest trudne. Kiedyś brałam udział w przetargu, który dotyczył designthinkingu. Było mnóstwo słów typu humanocentryczny, designthinking, klientocentryzm.
Trzeci przykład

Niekonkretne pisanie czasem się sprawdza
