Growth mindset – czyli czemu nie mówić dziecku, że jest mądre, jak dostanie 6.
Nie mów dziecku, że jest mądre [Dla Rodziców i Menadżerów].
Nigdy. Absolutnie. Pod żadnym pozorem: NIE MÓW DZIECKU, ŻE JEST MĄDRE, BO DOSTAŁO 5 ALBO 6.
Czemu? Bo kiedy następnym razem dostanie 1,albo 3 albo 4 może pomyśleć, że… jest głupie.
Kiedy przychodziłam do domu z 5 minus, zawsze słyszałam: „A za co ten minus?” Mama nie chciała źle. Po prostu była ciekawa. Tylko to zostało we mnie na długo i wiele przyszłych decyzji. Dziś też znam rodziców, którzy wymagają od dzieci piątek i szóstek, a kiedy ich nie ma, robi się… „niemiło”.
Nie zrozum mnie źle. Nie uważam, że dziecko ma się dobrze albo źle uczyć. Uważam, że ocena jest zaledwie informacją o tym, czego i ile dziecko się nauczyło. Na pewno nie jest informacją o tym, jakie dziecko jest. Nie mówi: „Jesteś mądry”. Ani: „Jesteś głupi”.
O tym napisała Carol Dweck w „Nowej psychologii sukcesu”. Kiedy przeczytałam tę książkę, na serio zmieniło się moje podejście. Bo wcześniej sama powielałam schemat: 6? Ale jesteś mądry! A kiedy, wspólnie z Carol Dweck, przyjrzałam się temu bliżej, trochę się przeraziłam. Bo co dziecko może z tego wywnioskować? 6 = jestem mądra. To 2 = ? No właśnie.
Dziś już nie mówię synowi, że jest mądry, bo dostał 6. Mówię – fajnie, widać, że się napracowałeś. Jak dostanie 3, to pytam: ok, to czego jeszcze się musisz nauczyć, czego nie wiesz – i idzie poprawić, bo wie, że poprzednio czegoś brakło, po prostu nie nauczył się wystarczająco dobrze.
Carol Dweck mówi: „Najlepsi piloci nie są najlepsi dlatego, że „urodzili się utalentowani”. Są najlepsi, bo latają więcej niż inni”.
Uwaga: dzieci, które myślą, że mają talent lub są mądre, mogą:
- Mniej chętnie podchodzić do zadań z niepewnym wynikiem.
- Myśleć, że wszystko przyjdzie im łatwo.
- Przerażająco bać się porażek (porażka = jestem głupia).
- Nie testować nowych rzeczy.
- Wybierać rzeczy poniżej swoich możliwości (pewniaki).
Jak to działało w pracy?
Wiem – bo wszystko to sama przeszłam. Myślałam, że: „skoro jestem mądra, powinno mi przychodzić łatwo”. Sama byłam takim dzieckiem. Takim, które było „mądre”. Z NATURY. A potem poszłam do pracy i… zabrałam to przekonanie ze sobą.
- Jeśli projekt był naprawdę trudny i istniała duża szansa, że mi nie wyjdzie – wolałam go nie brać (żeby się nie okazało, że jestem głupia).
- Nie pchałam się do wyzwań, których wynik był niepewny.
- A krytyki bałam się PRZERAŹLIWIE. Bo niepowodzenie w pracy było uderzeniem wprost we mnie. W zakompleksioną Asię. Która dostaje piątki.
- Dlatego też wszystko robiłam zawsze na maksa, nawet, jak nie miało te sensu (finansowego i rodzinnego), bo ja wciąż czekałam na te szóstki. Z czego ówcześni szefowie chętnie korzystali. Uwaga: nawet o to nie prosili.
- Jak coś mi nie wyszło, to nie myślałam „Ten projekt się nie udał”, ale „Ale jestem głupia, nie nadaję się”.
I właśnie dlatego książka Carol Dweck „Nowa psychologia sukcesu” tak mocno zmieniła moje myślenie. Zrozumiałam, że przez lata działałam w fixed mindset — nastawieniu na trwałość.
Czy Ty masz takich pracowników? Lub widzisz u siebie te cechy?
Jeśli tak, koniecznie to przeczytaj.
Nastawienie na trwałość oznacza, że myślisz, że albo masz talent, albo nie. Albo jesteś dobra, albo nie. Albo coś Ci wychodzi, albo właśnie dostałam dowód, że jednak nie jestem taka dobra, jak mi się wydawało. Brzmi absurdalnie? Dzisiaj dla mnie też.
Ale fixed mindset u dorosłego człowieka wygląda bardzo profesjonalnie jak zaplanowana i sprawdzona strategia:
- Nie biorę projektu, bo „nie mam teraz przestrzeni”.
- Wybieram rzeczy, w których wiem, że sobie poradzę.
- Nie proszę o feedback, bo „wiem, nad czym pracować”.
- Bronię się przed krytyką, bo „ktoś nie zna całego kontekstu”.
- Traktuje ludzi jako wrogów, którzy chcą mnie ranić.
Czyli skutecznie chronię swój obraz kompetentnej osoby. I równie skutecznie ograniczam własny rozwój.
Co się u mnie wydarzyło?
Kiedy po raz kolejny w agencji reklamowej przegrałam przetarg, poczułam się jak absolutny przegryw (a w wersji z feminatywami — „przegrywka”). Byłam przekonana, że szef już mentalnie wręcza mi wypowiedzenie. Ogarnął mnie strach — przecież do tej pory nigdy nie przegrywałam! Wtedy Bartek, mój kolega z pracy, pokazał mi nagranie, w którym Steve Jobs opowiada, jak… wyrzucono go z własnej firmy. Z jego własnej firmy. Do dziś pamiętam słowa Bartka: „Aśka, Steva wyrzucili, a potem wrócił. Więc to, co przeżywasz, naprawdę nie musi być takie straszne”.
Ta sytuacja odmieniła moje myślenie o porażkach. Gdyby nie tamta rozmowa i przegrana, prawdopodobnie do dziś zajmowałabym się przetargami publicznymi w cudzej firmie.
Bez błądzenia nie ma uczenia!
A dziś? Prowadzę własny biznes. I zdarza mi się ponosić porażki. Tylko że teraz wiem jedno: z każdej z nich uczę się więcej niż z tysiąca pochwał. To była dla mnie najważniejsza zmiana: Porażka jest informacją. Co nie zadziałało? Dlaczego? Czego powinnam się nauczyć?
I to jest dla mnie growth mindset. Im więcej się uczę, tym więcej błądzę. Tym więcej się uczę. A im więcej się uczę, tym więcej… błądzę. Bez błądzenia nie ma uczenia!
Nie chodzi o to, żeby pokochać porażki. Ja nadal ich nie kocham. I nadal mnie bolą. I nadal nie skaczę z radości, kiedy ktoś mnie krytykuje. 😉 Chodzi o to, żeby przestać zadawać sobie pytanie: „Co ta porażka mówi o mnie?” i zacząć: „Czego ta porażka może mnie nauczyć?”
Dzisiaj coraz częściej biorę rzeczy, których jeszcze nie umiem. Podejmuję wyzwania, których wynik nie jest pewny. Staram się słuchać trudnego feedbacku. I po przegranej od razu przenoszę myślenie na tor: OK, TO CO NASTĘPNYM RAZEM POPRAWIAMY?
Jak widzisz, trochę czasu zajęło mi, żeby zrozumieć, że nie muszę już nikomu udowadniać, że jestem tym „mądrym dzieckiem”.
Jak chwalić?
I dlatego też dziś bardzo uważam, kiedy Balti przynosi szóstkę. Zamiast: „Ale jesteś mądry!” mówię: „Widzę, ile pracy w to włożyłeś.”
Ja chwalę: pracowitość, proces. Nie łącz ocen z mądrością (serio, bycie najlepszym to dziś często niemądra strategia).
Polecajki – to poczytaj
Carol Dweck — „Nowa psychologia sukcesu”
Jedna z tych książek, po których naprawdę można inaczej spojrzeć na dzieci, ludzi i… siebie. I między innymi zrozumieć, dlaczego chwalenie dziecka za „bycie mądrym” może przynieść zupełnie odwrotny skutek od zamierzonego.
Radek Kotarski — „Włam się do mózgu”Bardzo dobra książka o tym, jak się uczyć, zamiast tylko próbować „uczyć się więcej”.
A ja Cię ściskam nowo-rocznie-szkolno!
Neurokomunikacja
nie ogłusza klienta
sprawia, że
świadomie decyduje.
Nie polega na tym, żeby mówić więcej albo głośniej, ale na tym, żeby mówić tak, jak działa mózg odbiorcy. To podejście, w którym zamiast siłowego „przepychania” komunikatu, wzmacniasz jego odbiór. Sprawiasz, że szybciej dociera, jest lepiej rozumiany i zostaje w pamięci.
Szybciej
dociera
Lepiej
rozumiany
Zostaje
w pamięci
Kanał YouTube
3 filmiki, które warto obejrzeć
3 rzeczy, bez których kampania wizerunkowa jest tylko ładną grafiką
Syndrom oszusta jest jak biegunka Każdy to ma, nikt o tym nie mówi
Marketingowy młotek Jak konsekwencja buduje silną markę?
Kontakt.
No i odpowiadamy na maile i telefony
(co nie jest takie oczywiste dziś).
Joanna Burdek

Jarek Burdek
